Wyczuwano ze mnie, bo założyłam suknię na bal maturalny uszytą przez babcię… a potem znalazłam w podszewce ukrytą wiadomość, która odmieniła moje życie.

w jakiś sposób – że ją zawiodłam.

– Przepraszam – wykrztusiłam i przecisnęłam się obok Chloe.

– Uważaj na ten zabytek – rzuciła za mną. – Może się rozlecieć.

Wyjście stąd oznaczałoby przyznanie im racji.

Znalazłam wolne krzesło przy dalszej ścianie, częściowo ukryte za kolumną owiniętą srebrzystym materiałem.

Opadłam na nie i mocno przycisnęłam dłonie do kolan, żeby przestały drżeć.

Nie płacz – powtarzałam sobie. – Nawet nie waż się tu płakać.

Ale łzy już napierały – gorące i upokarzające.

Odchyliłam głowę do tyłu, by nie spłynęły mi na policzki.

Po drugiej stronie sali Chloe znów się śmiała.

Nawetnie