waż się tu płakać.
Chłopak, którego znałam jeszcze z gimnazjum, zerknął na mnie, po czym odwrócił wzrok – tak, jakbym była czymś zaraźliwym.
Zaczęłam miętosić w palcach materiał spódnicy; to był mój nerwowy nawyk jeszcze z czasów dzieciństwa.
Babcia Evelyn zawsze delikatnie odsuwała moje dłonie.
– Zniszczysz szwy, kochanie – mawiała.
Na samą myśl o niej – siedzącej w domu na swoim fotelu i czekającej, by usłyszeć, jak minął mi wieczór – poczułam tak dotkliwy ból w piersi, że o mały włos nie wstałam i nie wyszłam stamtąd natychmiast. Wtedy moje palce natrafiły na coś