Po rozwodzie dalej co niedzielę jeździłam do teściowej do Pabianic – syn nie zajrzał do niej przez dziewięć lat. Teściowa zmarła w sierpniu. U notariusza były mąż usłyszał, że dom dostaje była synowa, “bo ona jedna pamiętała o moich urodzinach”

się dogadamy. Machnął ręką, ale nie powiedział “nie”. Puszkę zabrał. Zostawił mi zegar.

Napisała, że tylko ja pamiętałam. Nie byłam jedyna. Byłam tylko jedyną, która przychodziła.