- ona stoi w drzwiach i mówi Beacie, żeby siedziała w aucie. Jak psu. – Przetarł oczy wierzchem dłoni. – Nie umiałem tam wrócić. A pocztówkę umiałem wysłać.
Otworzył jedną. Zwykła kartka z kwiatkami z kiosku. W środku trzy słowa: “Zdrowia, mamo. Darek.”
Siedzieliśmy przy tym stole długo. Zrobiłam herbatę z cytryną, tak jak ona robiła, w szklankach w koszyczkach. Rozmawialiśmy o tym, o czym przez dziesięć lat nie było jak – o jego dzieciństwie, o naszym rozwodzie, o tym, że Zosia potrafiła kochać tylko przez słoiki i niedzielne obiady, a kto nie przyszedł na obiad, ten jakby nie istniał.
- Ona naprawdę myślała, że tylko ty pamiętasz – powiedział, kiedy już stał w drzwiach.
- Wiedziała, że ty też pamiętasz. Inaczej by tych kopert nie trzymała pod prześcieradłami.
Nie wiem jeszcze, co zrobię z tym domem. Powiedziałam Darkowi, że zachowek mu się należy i że nie będziemy się o to sądzić – pójdziemy do notariusza razem i