Nie mogę przestać piec tych ciasteczek – trzeci wieczór z rzędu!

Nieodparcie ciągną mnie z powrotem do kuchni.

Nie dlatego, że mam ochotę na cukier.

Nie dlatego, że potrzebuję jakiegoś projektu.

Ale dlatego, że czuję się tam jak w domu.

Ugotowałam je wczoraj wieczorem.

I przedwczoraj.

A dziś wieczorem?

Tak, jeszcze raz.

To są herbatniki typu „washboard”: małe, okrągłe, kruche, maślane herbatniki o spękanej powierzchni, przypominające tradycyjne tarty. Delikatnie nakłuwa się je widelcem w kratkę, posypuje cukrem pudrem i piecze do uzyskania złocistobrązowego koloru brzegów.

Nie próbują przyciągać uwagi.

Żadnych kawałków czekolady.

Żadnych wymyślnych dodatków.

Spokojna prostota.

Taka, która przywołuje spokój